Moje boje ze szkołą

Wszystkie tematy związane z wyspą Teneryfa
Awatar użytkownika
camilozeta
Administrator
Administrator
Posty: 957
Rejestracja: pn, 22 maja 2006, 02:36
Kontaktowanie:

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: camilozeta » czw, 25 cze 2015, 15:32

Nie, zwykły wypoczynek tylko. A co z tym kołem od rowera, bo nie złapałem?

Salu2
http://www.camilozeta.com/ - Podróżując przez życie...

Dady
Bywalec
Bywalec
Posty: 113
Rejestracja: pt, 18 sty 2013, 15:36
Lokalizacja: Teneryfa/Polska
Kontaktowanie:

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: Dady » czw, 25 cze 2015, 20:48

Coś tak mi się zdaje, że właściwsze jest spodziewać się, że Hiszpanie nie dadzą rady i wymówią rezydentom gościnę niż, że rezydenci naucza Ich swojej kultury.
A póki co, swym radosnym zwyczajem, nie knują ofensywy, tylko mają z nas uciechę.
Tak w sumie to samoloty powrotne są równie tanie i dostępne.

A mnie się kultura Ich podoba, bo
Nie zakładam zapięcia na skuter, zostawiając kask na wierzchu a samochód na ulicy z uchylonymi szybami
Jak widzę kogoś w nocy,to nie rachuję,czy mam przewagę fizyczną.
Na tarasie zostawiam cenne rzeczy i nawet po długim czasie tam są, ale UWAGA! Stary ruszt, czy stare buty potrafiły mi zniknąć. Tlumaczę to sobie tak, że tutaj bardziej niż u nasjest domniemanie bezwartosciowosci. Skoro na plażach pozostają materace, parasolki a na osiedlach mikrofalki itp do wzięcia, to jakieś stare buty, czy ksiazki traktowane są jak śmieci. Może czasem na wyrost.

Awatar użytkownika
patmos
Zaangażowany
Zaangażowany
Posty: 294
Rejestracja: czw, 1 mar 2007, 22:06
Lokalizacja: Los Menores/Adeje/TFS
Kontaktowanie:

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: patmos » czw, 25 cze 2015, 22:51

Camilo ? Co ty nie kojarzysz? "A dał Ci Kargul worek pszenicy za kota, że o kole od rowera nie wspomnę?" Używam tego zwrotu czasem, jak mam jeszcze coś do powiedzenia, ale rezygnuję, nie wiem czy to odpowiednie użycie? Osądź sam

A propos Hiszpanów. Dady Teneryfa zginęłaby w ciągu miesiąca bez rezydentów. Starsze pokolenie, to jeszcze kozy umiało paść, ale młodsze, które w większości nie posiada skończonego gimnazjum, czarno widzę... Co do kultury, ja nie usiłuję ich przekonać do swojej, ba nawet nie próbowałem, ale jak mawia mój przyjaciel Kanaryjczyk "my powinniśmy się uczyć od Niemców ich porządku i odpowiedzialności, a oni mogliby od nas nauczyć się odrobiny luzu, wszyscy by zyskali"

Dady
Bywalec
Bywalec
Posty: 113
Rejestracja: pt, 18 sty 2013, 15:36
Lokalizacja: Teneryfa/Polska
Kontaktowanie:

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: Dady » pt, 26 cze 2015, 11:12

patmos pisze: jak mawia mój przyjaciel Kanaryjczyk "my powinniśmy się uczyć od Niemców ich porządku i odpowiedzialności, a oni mogliby od nas nauczyć się odrobiny luzu, wszyscy by zyskali"
Święte słowa, ja też popieram dyfuzję kultur i chłonę Canarias. Raczej nie grozi mi, że zacznę tańczyć flamenco z rozpaczy w bakach (tzw. "napady na banki" zzdesperowanych dłużników), albo ciskać śmieci w przyrodę.
Natomiast gryzie mnie, czego Kanaryjczycy mogą nauczyć się od nas :oops: że jak pić to na całego, a nie tam wąchać winko? Że jak się baba tak rozbiera, albo zagada uśmiechnięta, to znaczy, że jej się chce? Że jak jesteś mały, to nie podskakuj dużemu?

tatko
Zaangażowany
Zaangażowany
Posty: 293
Rejestracja: czw, 20 paź 2011, 08:48

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: tatko » pt, 26 cze 2015, 14:32

czego kanarki mogłyby się nauczyć:
- że nie żyją w bańce przestrzeni i inni ludzie poruszają się wokół nich- więc chodzenie dupą do przodu jest męczące dla innych użytkowników chodnika(dzisiaj już kilku mnie tak zaskoczyło po drodze do ukochanej consejerii de educacion)
- że nie tylko ilość ale i jakość się liczy( a'propos wszystkiego w życiu począwszy od jedzenia, poprzez znajomości a skończywszy na rodzeniu dzieci)
- że warto się uczyć języków jeżeli praca jest głównie przy obsłudze turystów (jak dziennikarz robiący wywiad z Córką usłyszał że Polka to powiedział "a bo wy Polacy to WSZYSCY się tak szybko języków uczycie")
- że "nie święci garnki lepią" i można się nauczyć robić/naprawiać różne rzeczy samemu nawet za pomocą filmików z YT
- że jak bierzesz kredyt to go potem musisz spłacać i płacz w kanaryjskiej telewizorni nic nie pomoże
- że liczenie bez kalkulatora do 20 nie jest sztuczką magiczną i da się zrobic nawet jak nosisz obuwie bardziej załaniające palce u stóp niż sandały/klapki :lol:
- że jest świat poza moją wioską i to że się tutaj urodziłeś nie określa cię na całe życie
- że nikt sie nie podkrada nocą i nie pompuje im tłuszczu strzykawą w brzuch
- że cukrzyca .....
a zresztą jak dla mnie to się właśnie za dużo ciut zrobiło tego że... i kończy się to raczej na że..gnam kanarki ukochane

Awatar użytkownika
patmos
Zaangażowany
Zaangażowany
Posty: 294
Rejestracja: czw, 1 mar 2007, 22:06
Lokalizacja: Los Menores/Adeje/TFS
Kontaktowanie:

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: patmos » pt, 26 cze 2015, 16:38

Dady z tym piciem to tak słodko nie jest, co z tego, że oni winko wąchają, jak wielu jest alkoholikami, a że nie leżą w rowie jak co niektórzy Polacy, nie znaczy, że nie mają problemu.
ja też popieram dyfuzję kultur
A ja nie, statystyki pokazują, że to klasyczny farmazon. Większość małżeństw mieszanych ma statystycznie nikłe szanse na przetrwanie. Różnice kulturowe są czasem tak wielkie, że nie do przeskoczenia dla "normalnych" ludzi. Często nawet w ramach tego samego kraju jak USA, gdzie niby ludzie mówią nawet tym samym językiem. Life ain't easy

Tatko, to co napisałeś, aż się dziwię, że spod mojego "pióra" nie wyszło, bo przemyślenia mam bardzo podobne.
można się nauczyć robić/naprawiać różne rzeczy samemu nawet za pomocą filmików z YT
zdecydowanie, ja remontując moje mieszkanie wszystkiego uczę się z YT i większość rzeczy robię po raz pierwszy. Pochwalę się tutaj przy okazji, że zawiesiłem sam 5,6 metrowe toldo nad oknami w moim budynku. Do dziś jak na nie patrzę, nie mogę się nadziwić, że mi się udało, bo jak bym do tego nie podchodził ciągle brakowało mi dwóch ludzi do pomocy, a jednak ich nie było. Nawet YT nie dał rady.
że warto się uczyć języków
Ciągle słyszę, że wy ze wschodu to tak łatwo się języków uczycie. Ktoś to gdzieś powiedział i każdy kanarek echem to powtarza.
że liczenie bez kalkulatora do 20 nie jest sztuczką magiczną
Czasami zdaża mi się, ostatnio coraz rzadziej ze względu na doświadczenia, ale daję przy płaceniu końcówkę, jak mam drobne, żeby sprzedawca wydał mi pełną kwotę, np. 5 euro czy 1 czy 2, ale ogromnej większości przypadków powoduje to wręcz utrudnienie i jeszcze większe zamieszanie i zmieszanie sprzedawcy. Więc ostatnimi czasy staram się nie stresować moich ekspedientów/ek, bo i tak mają ciężkie życie.


Dobra w końcu to wątek o szkole, a byłem w niej znowu dzisiaj. Pomyślałem, nie daruję im tych książek, poszedłem jeszcze raz do sekretariatu, tym razem sam (zauważyłem, że jak jestem z żoną gdziekolwiek załatwiając sprawy, a mam do czynienia z kobietą pod drugiej stronie okienka, to zawsze ale to prawie zawsze, są problemy. Moja połówka jest wysoka prawie 1.80, a jak w bucie to i więcej, do tego jest ładna i w większości przypadków elegancka - zwłaszcza w miejscach publicznych, więc chyba działa na te małe jak płachta na byka. I nic się nie da załatwić.)

Wyjaśniam raz jeszcze sytuację pani w sekretariacie,(była znacznie milsza, niż przedwczoraj) posłała mnie do wyższej instancji, ale nie za wysoko, bo chciałem do dyrektora ale biedulek zgłodniał i poszedł na śniadanko ( a smacznego mu). Pani mi wyjaśniła, (też miła, milsza, najmilsza) że w szkole obowiązują zasady, że się książek nie zostawia w szkole, bo zostaną zwyczajnie "znacjonalizowane" jak w Polsce po wojnie ;) , a następnie trafią do potrzebujących. Z tymi argumentami już postanowiłem nie walczyć a niefrasobliwość mojej córy będzie ją kosztować 3 kieszonkowe, mam nadzieję, że się nauczy dbać o swoją własność.

Awatar użytkownika
Dzidek
Zaawansowany
Zaawansowany
Posty: 484
Rejestracja: wt, 23 lis 2010, 09:34
Lokalizacja: Polska

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: Dzidek » pt, 26 cze 2015, 19:26

Witam
patmos pisze: Pani mi wyjaśniła, (też miła, milsza, najmilsza) że w szkole obowiązują zasady, że się książek nie zostawia w szkole, bo zostaną zwyczajnie "znacjonalizowane" jak w Polsce po wojnie ;) , a następnie trafią do potrzebujących. Z tymi argumentami już postanowiłem nie walczyć a niefrasobliwość mojej córy będzie ją kosztować 3 kieszonkowe, mam nadzieję, że się nauczy dbać o swoją własność.
I takim sposobem wreszcie znalazłeś winnego zamieszania :wink: i prawidłowe rozwiązanie.
Ja odnośnie off,jeśli kanaryjczycy byliby jak my...za nic tam bym się nie wyniósł.
Pozdrawiam
Widzisz? Nie widzę...Aaaaaa widzisz

Dady
Bywalec
Bywalec
Posty: 113
Rejestracja: pt, 18 sty 2013, 15:36
Lokalizacja: Teneryfa/Polska
Kontaktowanie:

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: Dady » pt, 26 cze 2015, 23:40

Jeśli Kanaryjczycy byliby jak Tatko, to... nie byłoby tu nikogo poza Kanaryjczykami :wink:

Tak się składa, że zamiłowanie do diety i sportu to zaleta indywidualna a nie nasza, narodowa. Na polskiej wsi nie występują już szczupłe osoby +50 (chyba że są alkoholikami).

A co do małżeństw mieszanych... nie wiem. Natomiast mam wrażenie, że kultura macho normalnemu facetowi (nawet z Polski) może posłużyć lepiej niż post-PRLowska kultura Matki-Polki, głowy rodziny.

Natomiast obserwacja Patamos - zasadna. Ja też poruszając się z żeńską Reprsenativa miałem jakoś pod górkę a jak się pojawiałem sam, to mimo iż dukam jak gazarbaiter, to wszystko z uśmiechem, bez problemów, z zapytaniem, czy jestem szczęśliwy i z życzeniem miłego dnia 8)

tatko
Zaangażowany
Zaangażowany
Posty: 293
Rejestracja: czw, 20 paź 2011, 08:48

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: tatko » wt, 30 cze 2015, 20:32

no i a'propos szkoły. Program Experiencia Matematica na ULL. Dwadzieścioro dzieci. W tym dwoje Polaków. 10% uczestników czego zresztą większość owych uczestników nie potrafiła policzyć- a w populacji stanowimy poniżej promila I to nie jest anomalia, to obraz rzeczywistości. Programowali robociki i zdolne kanaryjskie dzieci z liceum nie wiedziały ile stopni wpisać żeby robocik zrobił 3 okrążenia. Raz że nie wiedzą że kąt pełny to 360st a dwa że nie są w stanie tego pomnożyć przez 3 bez telefonu z kalkulatorem. Kiedyś bym pękał ze smiechu ale wiem skądinąd że w Polsce już nie jest inaczej. Dobija mnie jak bardzo może spaść poziom edukacji w ciągu dwudziestu pięciu lat ale teraz, tak na dziś to myślę że Twoje Polskie Dziecko w szkole kanaryjskiej ma większe możliwości rozwoju niż w polskiej.
Straszne ale prawdziwe. Takie reformy panie.
Nie to że jest tu idealnie. Po prostu w Polsce jest tak beznadziejnie. Więc jeżeli się wahacie ze względu na dzieci. Don't. Albo macie złudzenia albo dobro dziecka to wymówka.
Na ULL ciencias/matematicas dzisiaj oglądałem sobie wykładowców. Hiszpanie na szczęście- żaden nie wyglądał na kanarka. No i bardzo łatwo o Erazmusa. Jako że wszystkie dzieciaki z Europy chcą przyjeżdżać do La Laguny to Twoje dziecko z Teneryfy może wybierać Niemcy, Anglia, Francja i prawie każdy student którego poznałem gdzieś był przez te pół albo i rok. A orły to nie były(zapaśnicy hi hi :lol: )

4est
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 10
Rejestracja: śr, 25 lut 2015, 22:37

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: 4est » czw, 2 lip 2015, 11:57

tatko pisze: Nie to że jest tu idealnie. Po prostu w Polsce jest tak beznadziejnie. Więc jeżeli się wahacie ze względu na dzieci. Don't. Albo macie złudzenia albo dobro dziecka to wymówka.
W świetle ostatnich wyników matur: skoro w PL 25% zdających matury nie osiągnęło minimum - czyli 30% na egzaminie ( a być może większość nie przekroczyła 50% - tu moje gdybanie) to dno mamy już bardzo blisko...
Mam (wprawdzie dość krótkie) doświadczenie z podstawówką w PL i na Tenerfie - dziecko woli tę na Teneryfie i rodzice też.

tatko
Zaangażowany
Zaangażowany
Posty: 293
Rejestracja: czw, 20 paź 2011, 08:48

Re: Moje boje ze szkołą

Post autor: tatko » pt, 10 lip 2015, 14:36

Mam nadzieję że to już ostatnie pojękiwania tego XIXwiecznego reliktu jakim jest system edukacji. Jeżeli przyjmiemy ze jedynym sensem chodzenia do szkoły jest kontakt z rówieśnikami to szkoła kanaryjska zdecydowanie wypada lepiej niż polska.
Bo uczyć to się można/powinno bez szkoły/poza szkołą zaś jedyne czego oczekiwałbym od Państwa to instytucji certyfikujących poziom ucznia(takich centrów gdzie możesz przyjść i zdać ileśtam egzaminów i dostac dowód z pieczątką że takie to a takie umiejętności posiadasz.
A my na zakończenie podarowaliśmy szkole cymbałki- ale nie skąsali dowcipu hi hi :lol: Poważnie Córka zaniosła swoje profesjonalne cymbałki(takie trzymające ton a nie psujące ucho- prezent od dziadka melomana) żeby mieli na lekcje muzyki.

Odpowiedz

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości