Drukuj
Kategoria: Szlaki Teneryfy
Odsłony: 9614

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Parador – Degollada de Guajara – Guajara (2718 m.) – Degollada de Ucanca – Parador

Guajara (czytaj głachara), jest trzecim co do wielkości szczytem Teneryfy i choćby z tego powodu warto pokusić się o wejście na wierzchołek. My oczywiście wchodzimy bez szczególnego powodu, ale jeśli ktoś bardzo go potrzebuje to już ma. Poniżej proponuję trasę sprawdzoną i poleconą przez kanaryjczyków, można oczywiście przejść tę drogę w odwrotnym kierunku lub dostać się na szczyt innymi ścieżkami. Czas przejścia to mniej więcej 5-6 godzin spokojnym marszem z jedna dłuższą przerwą na posiłek. Trasa nie jest bezpieczna zimą. Kiedy na stoku Guajary widać śnieg ścieżka jest oblodzona. Samochód zostawiamy na parkingu przy hotelu górskim (Parador Nacional de Turismo de Las Cañadas). Ze względu na palące słońce dobrze jest wyjść wcześnie, tak żeby przed godzinią 9 być już na szlaku. Przy dużej mapie obok hotelu zaczyna się nieoznakowana ścieżka wiodąca do szerszej bitej drogi o szerokości pozwalającej na przejazd samochodem terenowym. Jest to szlak 7 Cañadas wiodący malowniczą doliną do punktu informacji turystycznej (Centro de Visitantes) el Portillo.

Skręcamy z naszej ścieżki w 7 Cañadas w lewo i nie zapominając o podziwianiu przedziwnych form skalnych w pobliżu oraz masywu Teide w oddali, podążamy drogą do miejsca w którym odchodzi w prawo w górę ścieżka oznaczona numerem 15. Podchodzimy wydeptanym szlakiem oznakowanym dość dokładnie kopczykami kamienieni i po niecałej godzinie od wyjścia osiągamy przełęcz Degollada de Guajara. Tutaj warto rozejrzeć się dokładniej po okolicy. Jeśli staniemy przodem do Teide, po lewej mamy przepiękny masyw Guajary, po prawej charakterystyczny trójkątny szczyt la Grieta w oddali, a bliżej masyw el Pasajirón. Po wykonaniu wszystkich niezbędnych zdjęć, niechętnie odwracamy się tyłem do Teide. Tu otwiera się widok na Gran Canarię, a bliżej i bardziej w dół na górną część najdłuższego z wąwozów Teneryfy: Barranco del Río, ciągnącego się aż do morskiego brzegu. Spojrzymy jeszcze bliżej i jeszcze bardziej w dół, w okolicę gdzie znajdują się nasze buty, tu możemy znaleźć kawałki obsydianu, czarnej wulkanicznej skały używanej przez pierwotnych mieszkańców wyspy do wyrobu kamiennych narzędzi i broni. Przypominam że znajdujemy się na terenie parku narodowego, zbieranie kamyczków jest źle widziane i może zostać ukarane mandatem przez strażników. Jednak oglądanie jest oczywiście zgodne z miejscowym prawem.

Po nabraniu ochoty do dalszej wędrówki idziemy ścieżką biegnącą w kierunku szczytu. Wkrótce szlak rozwidla się. Obydwa odgałęzienia wiodą na szczyt. Proponuję wybranie lewej odnogi, biegnącej łagodniej w górę, okalającej górę. Dzięki temu poznamy lepiej okolice południowego stoku i oszczędzimy sobie nieco niedogodności stromego podejścia alternatywną drogą. Na szczycie znajdujemy się po około 3 godzinach od wyjścia z parkingu. Znajdujemy tu trzy godne uwagi rzeczy. Po pierwsze widok. Ze szczytu rozciąga się chyba najpiękniejszy widok Teneryfy. Piszę chyba bo to naprawdę piękna wyspa i niełatwo jest dokonać jednoznacznego wyboru. Jeśli ktoś powie że ze szczytu Teide widać więcej bo jest wyższy, zgoda. Ze ze szczytu Teide nie widać jednak... Teide oczywiście. Za to patrząc z Guajary mamy go jak na dłoni. Chciałem tu opisać widok ale nie jestem w stanie. To trzeba zobaczyć.

Drugą interesującą rzeczą jest dziwny prostokątny placyk otoczony ze wszystkich stron około 1,5 metrowym kamiennym murem. Nie są to ruiny schroniska lecz pierwszego na Teneryfie obserwatorium astronomicznego, z którego Francuz Jean Mascart w 1910 oglądał kometę Halley’a. Jeśli mamy szczęście odnajdziemy w ruinach puszkę z książką wizyt. Po złożeniu autografów zabezpieczmy ją przed deszczem i wiatrem, niech inni też maja przyjemność jej odnalezienia i wpisania się. Po trzecie znajdziemy na szczycie dogodne miejsca do przygotowania i spożycia posiłku. Kiedy nabierzemy sił, szukamy zejścia na urwistej północnej ścianie góry. Tutaj musimy zachować szczególną ostrożność, ścieżka jest miejscami słabo widoczna, wąska i na całej długości pokryta różnej wielkości kamieniami, kamyczkami i żwirem na którym łatwo stracić równowagę i runąć w przepaść. Droga jest oznakowana namalowanymi na skałach zielonymi kółkami i licznymi kopczykami kamieni. Kierujemy się w dół i w lewo do widocznej w oddali przełęczy (Degollada de Ucanca). Przechodzimy pod olbrzymimi blokami skalnymi, pełnymi szczelin i pęknięć, sprawiającymi wrażenie jakby miały za chwilę zwalić się nam na głowy. Nieprzyjemne uczucie. Proponuję rzadziej spogladać w górę a cześciej pod nogi. Stąpamy właśnie po peronie (Andén de Guajara), taką nazwą cieszy się ta ścieżka. Zejście do przełęczy nie jest długie, jednak ze względu na zwiększoną czujność zabiera nam okolo godziny licząc od szczytu. Dalej jest już łatwiej i trochę bardziej monotonnie. Schodzimy do drogi-szlaku 7 Cañadas i znajdująca sie po przeciwnej stronie ścieżka nr 4 wiedzie nas w ciągu 10 minut wprost do parkingu. Minęło zaledwie kilka godzin od wyjścia, ale po tym co widzielismy i przeżyliśmy jesteśmy już trochę innymi osobami...

Powodzenia!

Maciek